Dlaczego?
Jaka pierwsza myśl przychodzi Ci do głowy, gdy słyszysz słowo „sukces”? Fortuna? Sława? Osiągnięcia sportowe? Blask i podziw innych?
A mnie przechodzą dreszcze. I to wcale nie te przyjemne.
O co więc chodzi? Do pewnego momentu myślałam, że chodzi o to, że nie mam na koncie żadnych sukcesów. Jednak nie, bo z koszyka swoich doświadczeń życiowych swobodnie mogę wyjąć co najmniej klika „sukcesów” – studia w wymarzonym mieście, rodzina, praca, którą lubię. Jest też kilka innych, które mają w sobie potencjalny sukces: MAPS, tarot, pomysły na e-booki. Więc o co chodzi?
Słowo „sukces” kojarzy mi się z czymś:
- skończonym i zamkniętym – osiągnęłam sukces i co dalej?
- obarczonym odpowiedzialnością – skoro już jestem na fali sukcesu, to powinnam zrobić wszystko, żeby się na niej utrzymać;
- opłaconym – ciężką pracą, wytrwałością, dyscypliną, frustracją, potem i łzami.
A przy tym wszystkim Sukces jest taki glamour – patrzcie i podziwiajcie, jak przechadzam się dostojnym krokiem w dobrze skrojonym garniturze.
Ale to jeszcze nie wszystko. W świecie, w którym żyje Sukces, obecna jest również jego siostra Porażka. Co ciekawe, do Porażki mam znacznie łagodniejszy stosunek i czuję do niej dużo większą sympatię, ponieważ:
- jest rodzajem szczebelka, po którym wspinamy się do tego wymarzonego Sukcesu;
- jest z natury szczera – od razu mówi, że spotkanie z nią będzie bolało, nie ściemnia, nie oszukuje, masz przechlapane i już;
- dobra Porażka niesie ze sobą chwile refleksji i zadumy – można owinąć się ciepłym kocykiem, wziąć słodką kawę lub aromatyczną herbatę i w samotności przeżywać swoją Porażkę, co często prowadzi do znalezienia nowych rozwiązań.
Jednak gdy posługujemy się modelem świata, w którym występują Sukces i Porażka, często zapominamy o tym, że jest to model świata, a nie rzeczywistość, oraz że Sukces i Porażka są jedynie częścią tego modelu, aby lepiej zrozumieć, o co mi chodzi, sięgnijmy do wyobraźni.
Wyobraź sobie, że masz przed sobą piękny gobelin. Utkany przez największego mistrza rzemiosła z najlepszych nici. Jest miękki, puszysty, kolorowy. Nici przeplatają się ze sobą w radosnym tańcu, wzajemnie podkreślając swoje piękno – złota obok błękitnej, puszysta z szorstką, jedna dołem, druga górą a wszystko po to, by ukazać całą głębię doświadczeń. Jest to gobelin z obrazem, który Ty uważasz za najpiękniejszy, jaki widziały Twoje oczy. Widzisz to?
A teraz rozdajmy role:
- osnowa to rzeczywistość,
- nici – doświadczenia,
- jedna dłoń Tkacza to wolna wola, druga to przeznaczenie.
Czy teraz już widzisz, że to przepiękne, niezwykłe, jedynie w swoim rodzaju dzieło sztuki to Twoje (i moje też) życie?
A co my tak właściwie z tym dziełem sztuki robimy w momencie, gdy nakładamy na nie nasz sukcesowo-porażkowy model świata?
Bierzemy swój ostry jak brzytwa umysł, definiujemy, co jest naszym sukcesem – ten przepięknej urody czerwony kwiat róży, a następnie robimy ciach ciach, wycinamy go z gobelinu i przyklejamy na oddzielnej kartce. Oczywiście, aby kompozycja, którą właśnie robimy, była pełna, w ten sam sposób definiujemy i wycinamy elementy porażki – to te ostre kolce.
Gdy już skomponujemy swój obrazek i mamy go przed sobą, to przecież nie będziemy chować go do szuflady, prawda? Skoro tak bardzo się nad nim namęczyliśmy – precyzyjne ciachanie jest trudne, nawet gdy mamy ostry umysł, to można się nim pochwalić. Ba, nawet wypada. Więc się chwalimy i porównujemy z innymi: Moja róża większa. A moja za to ma trzy dodatkowe żółte płatki. A ja mam jedną całą i dwie w pąkach. A co wy się tam różami chwalicie, spójrzcie na kolce, które mam na swoim obrazku, to dopiero sztuka takie wyciąć.
Przechwałkom nie ma końca. Tylko czy to faktycznie ma to większy sens, skoro podziwiane elementy są wycięte z kontekstu i już nawet nie pamiętamy, jak wygląda całość? Nie tylko nie widzimy całego krzaka róży, tego, że oprócz kwiatów i kolców ma również korzenie, łodygi i liście. Nie dostrzegamy również tego, że kwiat jest jedynie pewnym stadium rozwoju rośliny. A już nawet przez myśl nam nie przyjdzie, że krzak żyje, jest naszym żywym doświadczeniem. A kto pamięta o tym, że cały krzak róży jest tylko częścią kompozycji gobelinu?
Czy tą wizją zachęcam Was do rezygnacji z:
- realizacji marzeń,
- dążenia to szczęścia,
- wyznaczania celów,
- kroczenia własną drogą,
- czerpania przyjemności, z tego, co się robi?
Absolutnie nie. To do czego Was zachęcam, i siebie oczywiście również, bo każdy tekst, który piszę na tym blogu, jest dla mnie rodzajem „medytacji porządkującej”, to utrzymanie w sobie świadomości, że model to model – jest wynikiem określonego ciachania rzeczywistości przez nasz umysł, a rzeczywistość i życie, to zupełnie coś innego. I nie musimy tworzyć modeli, żeby doświadczać życia.
P.S.
Ciekawi mnie, czy musimy doświadczać życia, żeby móc tworzyć modele, ale to już temat na zupełnie inny wpis.
