
Podchodzę i nic nie widzę.
To etap: nie wiem, że nie wiem. Nie wiem, że w ogóle istnieje taki: problem, zagadnienie, czy rozwiązanie.
Dostrzegam niewiedzę.
Coś pojawia się na horyzoncie. Jeszcze nie wiem, co to jest, ale ta niewiedza już doskwiera, zamula i mocno intryguje.


WOW! To jest to! Chyba.
Widzę pierwsze kropki. Fakty, doświadczenia, zjawiska. Zaczynają mnie fascynować. Pojawia się pytanie: co mam ochotę z nimi zrobić?
Łączę kropki.



Wyczuwam głębię.
Nie ma opcji. Za tymi kropkami coś jest. Przestrzeń, w której zostały stworzone?


Tworzę nowe kropki.
Totalna rozgrywka.
A więc to po to jest to całe zrozumienie!?

